sobota, 19 grudnia 2015

Prolog.

Z trudem otwierałam oczy. Oślepiało mnie bardzo jasne światło skierowane prosto na mnie. Ręce miałam zakute w kajdanki, a nogę przyczepioną do krzesła na którym siedziałam. Daleko nie ucieknę, zresztą i tak nie chcę uciekać. Zatrzymają mnie na parę dni, a później wypuszczą - jak zwykle. Kiedy już przyzwyczaiłam się do rażącej jasności zaczęłam szukać wzrokiem kogoś, kto będzie mnie przepytywał. Nikogo nie znalazłam, ale jestem tu tak często, że czuję się jak u siebie w domu.
- Przestańcie się już tak kryć. Nudzi mi się - powiedziałam do kamer znajdujących się w rogach ciasnego, szarego pomieszczenia.
Odpowiedziała mi cisza. No cóż, fajnie wiedzieć, że mają mnie w dupie. Pora zwrócić na siebie uwagę. Odchyliłam się na krześle do tyłu, tak abym mogła wyjąć nogę z uwięzi. Nie było łatwo, tym razem siedzenie było naprawdę ciężkie. Jednak po kilku próbach udało mi się. Teraz łatwizna. Wyjęłam nogę z buta pomagając sobie drugą. Zdjęłam też skarpetki, żebym mogła łatwiej chwycić wsuwkę, którą zawsze przypinałam do obuwia. Gdybym miała ją we włosach od razu by mi ją skonfiskowali. Teraz trzeba tylko podać ją do ręki. Lata gimnastyki teraz się opłacają. Sprawnie umieściłam ozdobę do włosów w mojej dłoni. Następnie włożyłam ją do miejsca na klucz i trochę poszperałam. Po niecałej minucie moje nadgarstki były wolne. Wstałam z krzesła i się wyprostowałam. Podeszłam pod malutkie okienko w drzwiach i pomachałam przez nie do mężczyzny, który akurat przechodził. Chyba jakiś nowy, bo przestraszył się. Normalnie to mi odmachują i powoli kroczą do centrum dowodzenia, by poinformować, że "Victoria znowu uwolniła się z kajdanek". Wiedzą bowiem, że nigdy nie uciekam - nie chce mi się. Dziwi mnie dlaczego zawsze mnie więżą. Mogliby nabrać do mnie jakiegoś zaufania. Jestem tu praktycznie co miesiąc i to nie dlatego, bo przychodzę w odwiedziny. Moje życie nie jest jak z bajki, ale to opowieść na inne okoliczności.
Usiadłam na stole czekając na mojego ulubionego policjanta - Andrzeja. To on mnie zawsze przepytuje. Uwielbiam patrzeć jak ręce mu opadają, kiedy nie przyznaję się do winy. Raz wyszedł stąd, bo nie mógł wytrzymać mojego gadania. Prosił o dokładną historię tego dlaczego okradałam sklep i pobiłam kolesia, który chciał mnie wydać, więc opowiedziałam mu tak dokładną historię, że po trzech godzinach słuchania wymiękł. Zostawił otwarte drzwi, więc wyszłam ciekawa jakie zakamarki może kryć ten budynek. Szybko mnie złapali, bo miałam wtedy opaskę na ręce, która chroniła właśnie przed ucieczką. Miesiąc później ją zepsułam, a że była strasznie droga przestali mi takie dawać.
Usłyszałam odgłos otwierania tych ciężkich, stalowych drzwi. Do środa wszedł mężczyzna z kruczoczarnymi włosami i szarymi, zawsze przekrwionymi oczami. Podziwiałam jego sylwetkę, był bardzo umięśniony i gdyby był trochę młodszy z pewnością zakochałabym się w nim bez pamięci. Zwłaszcza w jego dołeczkach, które rzadko widuję, bo pojawiają się tylko gdy się uśmiecha.
- Victoria, przerabialiśmy to tysiąc razy. Po pierwsze usiądź na krześle, a po drugie, to czy ty nie możesz zachowywać się jak na twój wiek przystało? Proszę cię po raz tysięczny, żebyś wróciła do szkoły, zdała maturę i najważniejsze, żebyś nie łamała prawa. - oznajmił zrezygnowanym głosem, a ja wykonałam wcześniejsze polecenie i usiadłam na tym okropnie zimnym i niewygodnym krześle.
- W szkole jest nudno, życie przepisowe też jest nudne i jak twoim zdaniem ma się zachowywać osiemnastolatka? - rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie.
- No nie wiem, dziewczyny, które są w tym wieku planują swoją przyszłość. Wiesz znajdują sobie kogoś, uczą się, wybierają studia, przeprowadzają się z domu rodzinnego gdzieś indziej - uniosłam jedną brew i zaczęłam się bezdźwięcznie śmiać.
- Oj Andrzej, Andrzej. Zapominasz o tym, że ja jestem inna. Już dawno nie mieszkam z rodziną. Hm.. może to dlatego, bo jej nie mam?
- No tak, ale mogłabyś zrobić krok w stronę normalności. Życie przepisowe nie musi być nudne. Możesz w nim też robić różne ciekawe rzeczy, a przy okazji nie lądować w więzieniu. Spójrz na mnie. Mam żonę i dwójkę dzieci i jakoś nie narzekam. Często gdzieś wyjeżdżamy, a raz nawet ja i moja ukochana skoczyliśmy na bungee. Musisz inaczej patrzeć na życie. - wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Wyobraziłam sobie tego grzecznego i poukładanego faceta skaczącego na bungee. To musiało wyglądać komicznie. - Co w tym takiego śmiesznego? - zapytał tym swoim poważnym tonem głosu.
- Nic, nic - nie mogłam złapać oddechu.
- To przestań się śmiać. Jesteś w bardzo złej sytuacji. - spoważniałam trochę na te słowa.
Nigdy tego nie słyszałam. Co to w ogóle znaczy? "Zła sytuacja", czyli co? Mogę tu posiedzieć dłużej niż te parę dni? Przecież nic nie zrobiłam.. no dobrze okradłam sklep spożywczy, bo jestem spłukana i nie miałam co jeść.
- Nie kłam. - warknęłam ostro. Bardzo nie lubię, kiedy ktoś mnie okłamuje.
- Słuchaj bardzo cię lubię. Jesteś moją ulubioną osobą do rozmów w czasie pracy, ale nie żartuje. Victoria to już trzeci obrabowany sklep w tym miesiącu. Nie pytaj skąd to wiemy. Podobno okradłaś również sklep jubilerski. To jest naprawdę poważna zbrodnia.
- Nie macie dowodów, że to ja - odwróciłam głowę w bok podziwiając piękno szarej, chłodnej ściany.
Wtem poczułam, że mężczyzna gwałtownie łapie mnie za nadgarstek i kładzie moją rękę na stół. Na palcu 'fakowym' był złoty pierścionek z małymi kryształkami.
- Dobra, dobra. Może i jest kradziony, ale co miałam zrobić? Podobał mi się. Mój ojciec podobno ma dużą firmę i wręcz śpi na pieniądzach, ale mnie wydziedziczył. Matka? Puszcza się z każdym, którego spotka, więc opuściłam ją i mojego brata, którego przez większą część dnia nie widywałam. Jedyne pieniądze jakie otrzymuje to te od taty, ale one starczają tylko na spłacenie czynszu. Nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc finansowo, a powiedzmy szczerze, pracy nigdy nie znajdę. - obróciłam oczami i wróciłam do oglądania ściany.
- Wiesz ile jest miejsc, gdzie z chęcią by cie zatrudnili? Musisz tylko się zmienić. Mam dla ciebie propozycje.
- Jaką? - zmarszczyłam brwi i odwróciłam wzrok z powrotem w stronę faceta.
- Po tym jak już odsiedzisz te dwa dni za tą kradzież zmień imię i nazwisko. Przeprowadź się do większego miasta i zapomnij o przeszłości. Żyj na nowo i postaraj się być lepszym człowiekiem. Skończ szkołę. Znajdź pracę. Osiągnij coś innego niż co miesięczne spędzanie rozmowy w więzieniu. - wzięłam głęboki oddech.
O dziwo nie wydało mi się to głupie. Już kiedyś myślałam nad czymś podobnym, ale potraktowałam to bardziej jako żart, a nie postanowienie poważne. Może rzeczywiście po zmianie imienia oraz nazwiska przyjdzie mi łatwiej zmienić swój charakter? Jedno wiem: to byłoby naprawdę TRUDNE.
- Co jakbym się zgodziła? - podparłam brodę na ręce. - Pomógłbyś mi to zrealizować?
- Jedyne w czym mógłbym ci pomóc to zmiana imienia i nazwiska oraz przeprowadzka. Dalej będziesz musiała radzić sobie sama.
- Jak przez całe życie.. Gdzie tym razem mam celę? - zmieniłam temat znudzonym głosem.

||?||
Hello, it's me. Nie no, a tak serio, to cześć hehe. Będę pisać tu ff i będzie tak zarąbiste, że inne mogą się schować (czujesz sarkazm, nie?). Początkowo było to o JDabrowskym, ale teraz jest o GOT7, bo bardziej mi pasowało hihi.
Cieszę się, że to czytasz 8)).